Gdy chcesz przeczytać horror a tu bajka dla dzieci.

Źrodło: Google Images

Spodziewałam się, że będę musiała przerywać czytanie, by uspokoić palpitacje serca, a tu przerywałam czytanie, bo spać się zachciało. „Doktor Sen” to kontynuacja „Lśnienia” – jednej z lepszych książek Kinga. Tytułowy Doktor to Danny w wieku 40 lat. Zapadł na „chorobę” swojego ojca, włóczy się po kraju, dorabia to tu, to tam. Pewnego razu nawiązuje z nim kontakt dziewczynka, która ma podobne moce do niego. Po jakimś czasie okazuje się, że ona jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i Dan postanawia rzucić wszystko, by jej pomóc.
Taka to właśnie jest historia.

Czytałam tę książkę z ciekawością – styl pisania Kinga jest bardzo wciągający. Sądzę, że nawet „Starą Baśń” mógłby przekuć w pasjonującą historię. Jak to u Kinga, akcja rozwija się powoli. Poznajemy historie i otoczenie bohaterów. I nagle jest kulminacja, która zajmuje jedną stronę, i to tyle z akcji.
„Doktor Sen” to historyjka w sam raz dla dzieci, nie ma w niej nic strasznego. Są źli ludzie, ale to nie potwory, które wyskakują spod łóżka. Jest dzielny bohater, który broni dziecko od zła. Jest bohaterska podróż, jest intryga, jest zwycięstwo. Dobrzy wygrywają, źli giną.

Co mi się podobało? Lekkość, z jaką King posługuje się językiem. Postać Abry – tej dziewczynki, którą trzeba ratować. Bardzo lubiłam czytać rozdziały z nią. Jest świetną postacią i jakby była prawdziwa to chętnie bym się z nią zakumplowała. Historia też się nie dłużyła mi. Przeczytałam ją w miarę szybko i ani razu nie straciłam zainteresowania nią.

Co mogłoby być lepsze? Dan. W poprzedniej części Danny był cudowny, teraz był nudny. Główny bohater powinien być wyrazisty a tutaj wyglądało, jakby King nie miał ochoty o nim pisać. Kreacja przeciwników też nie była najlepsza. Wyglądali na superzłych, a na końcu okazali się łatwiejsi do pokonania niż pająk na ścianie.

„Doktor Sen” to ciekawa historia, ale daleko jej do bestsellerów Kinga.