Problemy Polaków za granicą


felietony, LIFESTYLE, życie za granicą / sobota, Styczeń 20th, 2018

Uwierzcie mi, że otoczeni Brytyjczykami natychmiast można zauważyć wśród nich Polaka – nie tylko po słowiańskiej urodzie i po rzucanych przekleństwach po polsku. Poniżej lista nietypowych problemów naszych rodaków za granicą. (UWAGA! Wpis z przymrużeniem oka)

Wpis na podstawie obserwacji własnych, portalu Polish Express oraz grupy na Facebooku „Polacy w Glasgow”.

Taksówki

Widziałam codziennie po 3 posty pytające o przywóz i odwóz ludzi z lotniska (i innych miejsc, chociaż rzadziej). Bardzo podziwiam odwagę Polaków, chcących wsiąść do samochodu obcej osoby, która może ich wywieźć niewiadomo gdzie i to raczej bez żadnych konsekwencji, gdyż chętny sam mu się wpakował do samochodu (z tego powodu ani razu nie użyłam Ubera – nie mają licencjonowanych kierowców ani prawo mnie też nie chroni w takim wypadku). Podejrzewam, że Polacy byli przerażeni perspektywą rozmowy po angielsku z taksówkarzem. A czasami nawet po hinduangielsku (bo taksówkarze różnej maści są). Na obronę wszystkich tu zebranych wyznam, że po 3 latach posługiwania się angielskim dzień w dzień, po 8h, miałam ogromne problemy ze zrozumieniem taksówkarzy i moim marzeniem podczas przejazdu było, byśmy dojechali do celu w ciszy i spokoju.

Przeprowadzki

Sądzę, że jakby jakaś Polska firma przewozowo-przeprowadzkowa była dostępna na terenie UK to zbiłaby kokosy. Ludzie non stop szukali między sobą kogoś, kto mógłby im przewieźć rzeczy. Nieważne było czy to kierowca akurat przejeżdżał obok (taniej wówczas wychodziło), czy musiał specjalnie się fatygować (też tanio, ale nie aż tak jak we wcześniejszym wypadku), nie było żadnych kryteriów co do wyboru przewoźnika. I znów podziwiam odwagę Polaków, bo się nie bali, że ich rzeczy zostaną wywiezione na targ i opchnięte za dobre funciaki.
Przyczyny znów się doszukuję w barierze językowej. Jednak przeważającym faktem mogą być duże ceny wynajmu samochodów w UK, a jak ktoś na własne nieszczęście zachował polskie prawo jazdy, i co najgorzej ma mniej niż 25 lat, i o zgrozo (!) nie ma proof of address to już tylko krzyżyk na drogę. Dobrze, że miałam swojego Kamila, który spełniał wszystkie ciężkie wymogi i przeprowadzaliśmy się bezpiecznie, bez ryzyka, wynajmując ciężarówki.

Straszne internety

Tutaj to już nie mogę znaleźć usprawiedliwienia. Latały pytania o najprostsze rzeczy, takie jak: „Gdzie jest najbliższy lekarz na G41 1NW”, „Polska restauracja, ktoś coś?„, „Czy można papieroski przewieźć? Jak to wygląda na lotnisku?”, „Gdzie można zdjąć sim-locka?”, „A gdzie materac do łóżka można kupić?”, itp. itd.
Rozumiem, że rady są najlepsze od człowieka a nie od wujka Google, jednak ile to czasu można zaoszczędzić po prostu wpisując w wyszukiwarkę? I o ile więcej wyników do wyboru! I nikt nie nazwie Cię w Googlu debilem <3, gdy komuś innemu komentującemu nie spodoba się Twoja odpowiedź. Bywają pytania, na które może tylko strona rządowa odpowiedzieć „Po ilu latach pracy w UK przysługuje emerytura”. I co jak ktoś kogoś w błąd wprowadzi?

Miłość

To jest mój totalny ulubieniec! Gdy po ciężkim dniu w pracy widziałam wpis osób szukających dziewczyny na grupie na FB od razu mi cieplej na sercu się robiło. Rozumiem, że samotność na obczyźnie to ciężka, trudna i dotkliwa rzecz. W pełni usprawiedliwione poszukiwania. A wiadomo, że Polki najpiękniejsze są na świecie. Najlepiej to by było wyjechać  ze swoją drugą połówką, ale skoro z pustego Salomon nie naleje to nie ma co się szczypać i trzeba szukać jak się da.
Uwierzcie mi, że jest bardzo dużo postów zachęcających do randkowania, a jeden z ich autorów stał się niejako gwiazdą/celebrytą w Glasgow wśród braci polskiej. Dobry pomysł na karierę 🙂

Rywalizacja

„Polska dla Polaków, Anglia dla Polaków [też]” – bardzo często miało się takie wrażenie. Przykro mi było, gdy widziałam rasistowskie wpisy, nt. Hindusów czy Muzułmanów – oni są częścią Wielkiej Brytanii i mają z nią więcej wspólnego niż Polacy (byłe kolonie brytyjskie). Wśród moich znajomych najciężej pracującymi byli właśnie Hindusi i Muzułmanie – naprawdę mnóstwo rzeczy się od nich nauczyłam i dzięki nim byłam lepsza w pracy.
Dostawałam palpitacji serca i czułam wstyd, gdy widziałam na ulicy rozwalone butelki po piwie Lech, naklejone kibolskie naklejki na dworcach (Legia, orzełki, flagi polskie). A najgorzej się poczułam, gdy w sklepie, w którym pracowałam złapano Polaków na kradzieży (musiałam z nimi się komunikować niestety, bo po angielsku oni ani mru mru). Teraz poszła w świat wieść, od jednego z ratowników medycznych pracujących w UK, o tym że Ukrainka to nie człowiek. A najgorzej jest, gdy Polka zwiąże się ze wspomnianym Hindusem czy Muzułmaninem! Przecież oni tyle ogłoszeń wstawiają, że szukają żony, a tamte zdradzają „rasę”.
Ciekawe, skąd się wzięła ta nienawiść do „innych”.

„Polska w Anglii”

To chyba jest podsumowanie moich powyższych wywodów. Polskim lekarzem w UK też bym nie pogardziła – mają o wiele większą wiedzę niż Brytyjscy, w sumie dentyści też.
Jedyne czego mi najbardziej brakowało w UK to polskiej kuchni i sklepów – dlatego, gdy wracałam do Polski to ćwierć swojej pensji wydawałam na kontener polskich produktów. Może poszukiwanie polskości w UK (popełniłam o tym zresztą filmik, tu: oglądam!) wynika z samotności i tęsknoty za krajem? Nie zauważyłam by jakość fryzjerów czy kosmetyczek była niższa niż naszych rodzimych.
Pewnie wszystko jest po to, by wspierać naszych.

Kwestia zwierząt

Tu krótko i na temat, zagadka: nigdy nie odkryłam czy brytyjskie koty rozumieją polskie „kici kici”. Dlatego jak kotek czy piesek to tylko z Polski. A najlepiej, gdyby ktoś po drodze jechał i przywiózł zwierzątko.

Rozterki

Jeżeli miłość to na zabój, jeżeli nienawiść to w sumie też na zabój.
Kochają:
– polskie jedzenie
– polskich lekarzy i dentystów <3
– ceny w sklepach (większość jest megatania, 0% VAT)
– zasiłki pomagające w przetrwaniu
– łatwość wykonywania pracy

Część o nienawiści pominę, skupmy się na pozytywnych rzeczach!

Gdy wyjeżdża się do miejsca, gdzie wszystko jest obce (nawet powietrze pachnie jakoś inaczej) to wpadanie w skrajności jest nieuniknione. Człowiek chodzi podenerwowany, boi się, że zaraz będzie musiał mówić nie w swoim języku, jeść słodki chleb i autobus go nie zawiezie do sklepu (bo nikt mu nie powiedział, że trzeba machnąć na autobus, by się zatrzymał).
Dodatkowo po nasłuchaniu się i naczytaniu o tym jak to swoi rodacy się zmieniają za granicą wzbudza się nieufność, i przez to samotność. Dlatego najczęściej kończy się tym, że gdy ktoś już zarobi na to, po co wyjechał by zarobić jak najprędzej wraca do kochanej „normalności” (lub gdy Brexit ich wykurza).

(Visited 25 times, 2 visits today)

Witaj na moim blogu! Jeżeli szukasz informacji o rozwoju swojej kariery, ułatwianiu sobie pracy w biurze przydatnymi narzędziami, o prawie pracy i o kadrach zapraszam do działu „Kariera”. Ponadto podzielę się z Tobą swoją pasją do technologii i do przyjemnego życia. Na moim blogu i kanale YouTube znajdziesz mnóstwo recenzji aplikacji, sprzętu, gier, seriali, książek – moich małych szczęść 🙂