Żeby nie odlecieli zupełnie w kosmos.
 

„Polityka jest brudna, trudna, zawiła” – tak ją kreują. Polityka to nie żarty. To jest poważny, odpowiedzialny zawód, który decyduje o losie milionów ludzi.  Nie rozumiem dlaczego politycy nie traktują tego z szacunkiem. „Dorwali się do stołka” i trzymają się na nim wszystkimi rękami, nogami, a nawet zatrudniają innych, by podpierali ten ich stołek. Nie boją się żadnych konsekwencji, bo mają immunitet, bo mają wszędzie znajomych, a jak nie mają to ich sobie zrobią w zamian za jakąś przysługę. Nie czują na sobie jakiejkolwiek odpowiedzialności.

 Politycy powinni zarabiać stawkę minimalną. Osoby, które mają decydować o życiu przeciętnych ludzi (którzy w większości zarabiają mniej niż ustawa przewiduje) powinni oglądać świat oczami biednych, a nie zza okien nowiutkiej, rządowej limuzyny. Skąd politycy mają wiedzieć co się dzieje w codziennym życiu Kowalskiego? Jakie on ma bolączki? Wiadomo, że coś tam w gazetach piszą, ale pewnie to tylko „młyn na wodę, zapełniacz papieru”.

 

Ile pieniędzy z podatków by się zaoszczędziło, gdyby obcięto zarobki polityków! Ilu lekarzy i pielęgniarek można dofinansować, żeby nie uciekali z kraju! Ile dziur budżetowych można załatać! Ile przedszkoli i żłobków dobudować! Ile emerytur zwiększyć! Ile instutucji i ośrodków zasilić! Ale politycy tego nie zauważają, bo ważne jest dla nich tu i teraz. Jak mają dzieci lub wnuki to poślą ich do szkół prywatnych – tam zawsze jest miejsce i nie ma kolejek. Trzeba do lekarza? Można pójść prywatnie lub załatwić wizytę za granicą.

Politycy nie znają wydatków ludzi – totalnie nie wiedzą ile kosztuje transport do pracy lub szkoły, nie wiedzą, że ludzi nie stać by zamawiać ośmiorniczki w restauracjach, że w niektórych mieszkaniach nie ma ogrzewania, bo to jest tak drogie. Nie mają pojęcia ile trzeba wydawać na leki (projekt ustawy, że recepty będą realizowane za darmo dla osób powyżej 75 lat, kto tego dożyje?! Już po 50tce ludzie muszą się leczyć na różne dolegliwości a to kosztuje).

 To byłby piękny świat, gdyby politycy dbali o interesy zwyczajnych ludzi, a nie tylko o swoje własne. Gdyby czuli bolączki przeciętnego człowieka. Gdyby nie byli chronieni immunitetem. Gdyby byli zależni od stawki minimalnej z pewnością, by ją powiększyli – dla wszystkich. Większa stawka minimalna oznacza, że ludzie mogą więcej kupować, co wróci do Skarbu Państwa w postaci podatku VAT, z którego są największe wpływy.

 Politycy sobie sami ustanawiają zarobki i nie ma siły, by się zmniejszyły, jednak można pomarzyć.