Rachel jest kobietą uzależnioną od alkoholu. Ma pracę w Londynie, do której musi dojeżdżać pociągiem. Co dzień na jednym z przystanków pociąg zatrzymuje się na dłużej. W takich chwilach Rachel obserwuje życie młodego małżeństwa, które mieszka tuż przy stacji kolejowej. Po jakimś czasie obserwowana kobieta ginie w tajemniczych okolicznościach. Rachel posiada pewne informacje, które mogłyby pomóc w rozwikłaniu zagadki, przez co wpada w kłopoty.
 

To tyle co do historii w książce. Łatwo się ją czyta, jednak historia nie jest na tyle wciągająca, by poświęcać jej dodatkowe myśli w ciągu dnia. W mojej opinii Rachel jest wkurzająca, często irytują mnie jej zachowania. Ona wie, że nie powinna czegoś robić, dodaje sobie odwagi alkoholem, stwarza  sobie problemy, nie pamięta co dokładnie zrobiła i później przeprasza wszystkich wokół za nic. Większość zdarzeń po alkoholu znika z jej pamięci, przez co jej przepraszanie jest w kółko powtarzane. Co gorsza, ona nie chce sobie pomóc, traktuje alkohol jako nagrodę po ciężkim dniu.
 
Jestem w 80% książki (Kindle pokazuje procentowo, w którym momencie się jest, zamiast podawać nr strony), do tej pory nic się nie wyjaśniło z zagadki kryminalnej o zaginionej. Tylko Rachel wpadła w jeszcze większe kłopoty niż zazwyczaj.
Jeżeli ktoś lubi książki, które nie namawiają do myślenia, które są czystym opowiadaniem, na pewno będzie zadowolony z „Dziewczyny z pociągu”. Idealna książka na jesienno-zimowe wieczory, po pracy.
 
Moja ocena jest, być może, zbyt surowa, gdyż czytałam książkę w oryginale. Język był dosyć protekcjonalny. Postać Rachel miała być jak najbardziej prawdziwa, bliska problemom większości Brytyjczyków (alkoholizm, otyłość), jednak nie wywołała ona we mnie empatii.
 
A co Wy o tym sądzicie?
 

Ocena: 3/10