Jak książka jest wzruszająca to się płacze, jak jest zabawna to się uśmiecha lub nawet śmieje,jak jest straszna to się ręce trzęsą. Jednak TA książka sprawiła, że w trakcie jej czytania boli serce. Dotyka uczuć, które są nam znane, których jednak nie odczuwamy za często przy czytaniu: współczucie, zgroza, wzruszenie oraz świadomość, że nadchodzi najgorsze.

Tytuł książki jest bardzo adekwatny. Powieść jest o życiu 4 mężczyzn, ich przyjaźniach, ich pracy, ich życiu. Na początku autorka dzieli rozdziały równo pomiędzy bohaterów, jednak sposób, w jaki ona opisuje jednego z nich – Jude’a sprawia, że to jego historia jest najbardziej interesująca i którą najbardziej chce się poznać.
Jude wydaje się słońcem, przy którym wszyscy bohaterowie książki orbitują. I te właśnie zależności są bardzo prawdziwe. Jude przeżył straszne wydarzenia, przez które jest w depresji. I z tej depresji nie da rady ani nie chce wyjść, gdyż nieszczeście w niego wrosło. Brak wiary w siebie sprawia, że słowa pociechy oraz opieka jego przyjaciół tylko pogłębia jego nieszczęście. On czuje, że nie zasługuje na taką dobroć i przeczuwa, że poniesie konsekwencje tego, że stara się być szczęśliwy.
„Małe Życie” to książka, która mnie poruszyła do głębi. Jest to dojrzała powieść, która nie stroni od przemocy. Opowiada o wszystkich aspektach życia: pieniądzach, miłości, przyjaźni, śmierci, depresji. Te wszystkie aspekty zostały opisane w sposób tak prawdziwy, że wydaje nam się, że autorka była świadkiem tych wszystkich wydarzeń (co byłoby niepojęte, jakby się okazało prawdą, ale na świecie żyją potwory). Polecam ją wszystkim realistom, w tej książce nie ma nic ze świata fantazji, wszystko może być realne.
PS. Czytajcie ją z chusteczkami i lekami na uspokojenie. Postarajcie się jej nie czytać w czasie przerwy w pracy 😉
Ocena: 4,9/5
Dlaczego nie 5/5? – dostałam reprymendę od kierownika, że przedłużyłam sobie przerwę na lunch. Myślałam, że dostanę ataku serca w trakcie jej czytania. Chciałam zostać bohaterką i zmieść wszystkich potworów z Ziemi. Chciałam potrząsnąć Judem, by zrobił coś dla siebie, a autorka uparcie sprawiała, że był coraz nieszczęśliwszy. Za dużo nerwów mi to zjadło! 😉