Z pewnością nieraz każdy z Was słyszał o ideale kobiecej sylwetki, o nagonce na bycie perfekcyjnym/perfekcyjną. W tych czasach sukces wiąże się z wyglądem. Jeżeli ktoś wygląda nieco bardziej oryginalnie istnieją marne szanse, że dostanie dobrą pracę, że usłyszy pochlebną opinię na temat swego wyglądu, która poprawi jemu/jej humor. Niezależnie od wieku każdy człowiek jest oceniany na podstawie szaty zewnętrznej.
 

W gimnazjum byłam większa od innych dziewczynek, bardziej okrągła. Mama zawsze zaopatrywała nasz regał w słodycze. Nie mieliśmy zdrowego odżywania jako dzieci, jadło się tak, by w miarę jak najtaniej wyszło. Swoje kieszonkowe przeznaczałam na chipsy i słodycze (jakby w domu było mi ich mało!). Po paru latach takiego odżywiania moja waga stanęła przy 70kg. To dużo jak na 15latkę o wzroście 163cm. Dzieci w szkole zaczęły mnie nazywać od grubasów. Moja najlepsza „przyjaciółka” nieraz dawała mi znać, że jestem brzydsza, grubsza od wszystkich i że powinnam „szybciej się toczyć po schodach”. Nawet jedna z nauczycielek komentowała mój wygląd („zakryj to, bo sadło Ci wystaje”). To był okres dojrzewania, gdzie każda z dziewcząt marzyła o chłopaku. Nie inaczej było w moim wypadku. Chciałam mieć kogoś, kto by mnie przytulał i pocieszał. Jednak moja tusza skutecznie odstraszała potencjalnych kandydatów. Miałam dużo kolegów, którzy chętnie ze mną rozmawiali, ale traktowali mnie jak kumpla.
 
W 2009 roku miałam tego wszystkiego dość. Postanowiłam, że zmienię się za wszelką cenę. Chciałam być doceniana i szanowana. Wówczas nie miałam dostępu do Internetu, nie znałam żadnych diet, a ćwiczenia na w-f’ie były raczej grami zespołowymi niż fitnessem. Najprostszym, najszybszym rozwiązaniem była dla mnie głodówka. Dosłownie z dnia na dzień przestałam jeść.
Zadowalałam się jednym tostem dziennie przez około rok. Na początku nikt z rodziny tego nie zauważał, gdyż większość czasu spędzałam w szkole, a później zamykałam się w pokoju i uczyłam do matury. Czułam euforię, gdy musiałam kupować mniejsze ubrania. Nic nie sprawiało mi takiej radości jak kontrast pomiędzy moimi wielkimi ubraniami sprzed paru miesięcy a ubraniami świeżo kupionymi. Byłam z siebie dumna, gdy one na mnie wisiały.
Przyzwyczaiłam się do odczuwania głodu przez cały czas. Raczej moja psychika się przyzwyczaiła.
 
Kłopoty zaczęły się po 2 latach głodowania i przy wadze 45kg. Zaczęłam mieć okropne bóle żołądka. To był ból nie do opisania. Dosłownie zlewało mnie potem, robiłam się biała na całym ciele, nie dałam rady się poruszać. Nie zdarzało się to codzień, około 2-3 razy w miesiącu. Następnie moja, prawie uleczona, niedoczynność tarczycy drastycznie się pogorszyła. Musiałam przyjmować trzykrotnie większą dawkę hormonów na to. Pojawiły się na niej guzy (na szczęście niegroźne, jednak do dziś się z nimi borykam). Moja twarz przypominała czaszkę, zęby cały czas się psuły. Przez brak przeżuwania mięśnie szczęki się rozluźniły i przy ziewaniu szczękała mi przeskakiwała, a nawet raz całkowicie wypadła „z zawiasów”. Musiałam jechać na pogotowie, by ją nastawić (do dziś mi przeskakuje). Dotychczas gęste, grube włosy stały się tragedią. Suche, łamliwe, roztrojone, wypadające. Cały czas było mi zimno. Wiedziałam, że to już czas wziąć się za siebie. Moja podświadomość i cała rodzina błagali mnie o normalność. Osiągnęłam swój cel. Byłam chuda.
 
Nie chciałam wrócić do otyłości. Obiecałam mamie, że będę spożywać 3 posiłki dziennie – śniadanie, obiad i kolację. Do dziś się trzymam tej obietnicy. Na początku mój skurczony żołądek przyjmował bardzo małe porcje. Z czasem się rozszerzył i mogłam jeść nieco więcej. Z każdym kęsem miałam wyrzuty sumienia – dlaczego to robię, czy chcę zrujnować to, co tak ciężko osiągnęłam?! Starałam się to zagłuszyć. Jadłam, by odzyskać zdrowie i szczęście. Wciąż ograniczałam porcje, by uniknąć efektu jojo, jednak nie potrafiłam już ignorować głodu. Każdy dzień był walką ze smutkiem, głodem i wyrzutami sumienia.
 
Odzyskałam względną równowagę 2 lata temu. Moje wyrzuty sumienia zanikły, znalazłam mężczyznę swojego życia, skończyłam studia i wyprowadziłam się za granicę.
 
Skutki mojego głodowania odczuwam do dziś:
 
– wypadanie włosów,
– brak równowagi żołądkowej (bardzo częste biegunki),
– przeziębienia 5 razy w roku,
– spazmy mięśni,
– kamienie w pęcherzyku żółciowym, co doprowadziło do wycięcia go,
– częste bóle brzucha,
– ciągłe problemy z tarczycą.
 
Anoreksja nauczyła mnie szanować jedzenie. Nauczyła mnie, że rodzina kocha mnie bez względu na wszystko i chce dla mnie jak najlepiej, warto słuchać kogoś mądrzejszego od siebie. Jestem pewna, że już nie mam siły na głodówkę. Staram się odżywiać normalnie, w miarę zdrowo. Słodycze są moją słabością. Prawdopodobnie przez nie teraz rosnę wszerz. Bardzo nie lubię napadów głodu, dlatego podjadam owoce. Nie dam rady ćwiczyć póki co. Po operacji pęcherzyka żółciowego przy większych ćwiczeniach boli mnie przewód i łapią spazmy (kurcze) wszystkich(!) mięśni.
 
Śledzę profil Ewy Chodakowskiej, zapisuję sobie jej przepisy na zdrowe potrawy, kupiłam też jej książkę „Przepis na sukces”. Chcę pozostać szczupła, dlatego DBAM O SIEBIE.
 
Drogie dziewczyny/kobiety!
 
Głodówka jest najszybszym sposobem, by zrujnować swoje zdrowie. Są inne, lepsze sposoby, by zrzucić wagę. Proszę, niech mój przykład będzie przestrogą, że nie warto. Znalazłam szczęście, dopiero GDY ZACZĘŁAM JEŚĆ, a nie głodziłam się.