Życie jest za krótkie na zmartwienia, czyli jak się nie przejmować „pierdołami”


KARIERA, LIFESTYLE / środa, Listopad 7th, 2018

W jakiejś mądrej cząstce internetu przeczytałam, że ludzkie umysły są w większości zaprzątniete codziennymi i nadchodzącymi zmartwieniami, potencjalnymi problemami. Mam nadzieję, że tym postem pokażę Ci, że życie jest za krótkie, by się ciągle martwić i razem przejdziemy przez moje sposoby nieprzejmowania się „głupotami”.

Uwierz mi, że bardzo często miałam tak: 1. coś się małego zdarzyło, 2. zinterpretowałam to na swoją niekorzyść, 3. zaczynam na siebie psioczyć, że na miejscu nie „zagasiłam” sprawy, 4. myślę o tym non stop, 5. spać nie mogę. Brzmi jak totalna paranoja. Sporo czasu mi zajęło, by się „walnąć w ten łeb” i zacząć się nie przejmować. Jeżeli jesteś ciekawa jak pokonałam swoją słabość, oto moje myślowe „sztuczki”:

„CO MA BYĆ TO BĘDZIE”

Ten tekst warto powtarzać sobie, gdy przed Tobą jest jakieś bardzo ważne wydarzenie. Gdy łapie Cię trema, gdy zaczynasz sobie wyobrażać niesamowite i katastrofalne scenariusze. Na pewno jesteś przygotowany tak dobrze, jak byłeś w stanie się tylko przygotować. Z pewnością przećwiczyłeś te scenariusze w głowie i „wyprzedzasz” możliwe wypadki. Z Twojej strony co było do zrobienia to zostało zrobione. Teraz możesz się tylko zdać na los. A najczęściej nawet w połowie nie jest tak strasznie jak to sobie wyobrażasz. Gdy tylko poczujesz palpitacje serca, ucisk w żołądku to pomyśl sobie, że „co ma być to będzie, ja jestem gotów. Inni też to przeszli i żyją”.

LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ, MIEĆ PLAN B

Nie ma nic lepszego na zamartwianie się niż plan B. Niekiedy nawet mam plan C i D 😉 – tak na wszelki wypadek. Gdy coś pójdzie nie tak i ma się w zanadrzu parę wyjść z danej sytuacji jest to  najcudowniejszym Uspokajaczem. Plan B sprawdza się nie tylko przy wielkich planach, ale też przy małych sytuacjach. Ja, np.: stresuję się, gdy muszę pojechać do nowego miejsca i od razu mam tysiące czarnych myśli typu: gdzie zaparkuję, a co jak będzie to równoległe parkowanie, najgorzej, gdy mnie nawigacja źle poprowadzi, a co zrobię gdy nie trafię do wejścia i się spóźnię?! Na każdą tą ewentualność mam z dużym wyprzedzeniem zaplanowane rozwiązanie – zaparkuję na płatnym, odjadę na wygodniejszy parking i się przejdę, ktoś na pewno wie jak wejść do budynku, przyjadę 30 min wcześniej…

Jak widzisz, sama sobie stwarzam problem, przyczynek do zamartwiania się, ale też jednocześnie szukam rozwiązania, dzięki czemu na końcu to Ja jestem Zwycięzcą a nie moja paranoja.

ZA TYDZIEŃ, ROK TO NIE BĘDZIE MIEĆ ZNACZENIA

rawpixel.com at Pexels

Stało się. Już nie możesz opędzić myśli od tej sytuacji, wyobrażasz sobie najgorsze scenariusze i przeklinasz się, że wówczas nie było reakcji z Twojej strony. Założę się, że wiele razy spotkała Cię ta sytuacja. Mnie też, co najmniej raz na 2 tygodnie. Moim sposobem na takie „przeżywanie” jest zastanowienie się, na spokojnie, czy też będę tak się tym zamartwiać za tydzień. Staram się sobie przypomnieć przy czym czym ostatnio obgryzałam paznokcie… I nie mogę! Ulotniło się to z czasem, miało to tak małe znaczenie i nie powodowało tragicznych skutków, że totalnie zapomniałam o tym. Tak będzie też i tym razem. Mam przygotowany plan B, zrobiłam wszystko by zapobiec złej sytuacji, więc już może być tylko lepiej. Jutro tym się zajmę.

ZASTOSOWANIE W PRAKTYCE

Teraz przedstawię Ci parę przykładów z mojego życia codziennego pokazujących jak sobie aktywnie radzę ze zbędnym zamartwianiem się.

Pixabay at Pexels
  1. „Czy zjadłam za dużo? Na pewno przytyję…” – przeszłam mnóstwo problemów związanych wokół mojego odżywania się, od anoreksji, poprzez zapalenie pęcherzyka żółciowego, kończąc na przewlekłym zapaleniu żołądka i zespole jelita drażliwego. Pokonałam te wszystkie dolegliwości. Miałam lata restrykcji żywieniowych. Dosyć tego. Życie ma za mało przyjemności, jest za krótkie, by sobie odmawiać tak małej rzeczy jak jedzenie. A jak przytyję? To zacznę ćwiczyć lub kupię o rozmiar większe spodnie. Ważne by mieć umiar.
  2. „Kurczę, wyszłam za wcześnie z pracy, powinnam była jeszcze to dokończyć, szefowa na pewno mnie zwolni” – to to mój stały repertuar zamartwień. I z każdym tygodniem coraz mniej się „przejmuję”, bo traci ono na mocy, znudziło mi się przeżywać tę samą rzecz w kółko. Jak po półtora roku pracy mnie nie zwolniono, a pracuję w taki sam sposób od początku, to na pewno z tak błahego powodu jak pójście do domu o ludzkiej porze nie sprawi, że to będzie coś, przez co mnie wyrzucą.
  3. „Wszyscy wychodzą, coś robią, a ja w domu na Netfliksie…” – i znów, życie jest za krótkie by odmawiać sobie przyjemności. Jeżeli obejrzenie serialu jest relaksujące, uszczęśliwia Cię to nie przejmuj się innymi. Ich opinia to ich opinia, ważne co na Ciebie dobrze działa. Założę się, że źle nie myślisz o ludziach, którzy „wszędzie są, wszystko robią”. Pamiętaj, nigdy nie odmawiaj sobie odpoczynku, i Ty wiesz najlepiej przy czym najlepiej odpoczniesz.
  4. „Popełniłam błąd, wszyscy o tym wiedzą, bo dostałam feedback na miejscu. Teraz to już na pewno zacznę szukać innej pracy, na wszelki wypadek” – nawet sobie nie wyobrażasz ile razy panikowałam w ten sposób. Do tego stopnia, że miałam buchnięcia gorąca, nie chciało mi się jeść, trzęsły mi się ręce, nie mogłam się na niczym skupić. Znalazłam i na to super sposób na uspokojenie, wydawać by się mogło, tragicznej sytuacji. Na spokojnie, po godzinie od wydarzenia pytam niektórych członków swojego zespołu czy rzeczywiście jestem w tak złej sytuacji jak to widzę. No i okazuje się, że nie jestem. Jak zawsze przesadzam i nie jest tak źle. Wówczas przepraszam otwarcie i obiecuję poprawę (którą rzeczywiście wnoszę do życia). Po sprawie.

 

Jeżeli chcesz jeszcze poczytać jak sobie radzić z popularnymi zmartwieniami to zapraszam do tego posta, nie ma co się przejmować na zapas 😉 Jak sobie poradzić ze zmartwieniami?

(Visited 10 times, 1 visits today)

Witaj na moim blogu! Jeżeli szukasz informacji o rozwoju swojej kariery, ułatwianiu sobie pracy w biurze przydatnymi narzędziami, o prawie pracy i o kadrach zapraszam do działu „Kariera”. Ponadto podzielę się z Tobą swoją pasją do technologii i do przyjemnego życia. Na moim blogu i kanale YouTube znajdziesz mnóstwo recenzji aplikacji, sprzętu, gier, seriali, książek – moich małych szczęść 🙂