Czyli jak osiągnąć 70% szczęścia.

Dla mnie szczęście to robienie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Małe przyjemności (mniej, ale częściej) są łatwiej osiągalne niż wielkie, przyszłościowe cele i marzenia (rzadziej, ale intensywniej). Dobrze wiem, co lubię robić, jakimi błahostkami poprawić sobie humor i jak się przy tym nie przemęczyć, czuć się naenergetyzowaną. Człowiek wypoczęty to człowiek szczęśliwy. A więc co robię, by wpleść w ciężki dzień odrobinę przyjemności?

Chodzę na spacery.

Do swojej pracy muszę przebyć około 20 minutowy spacer (w jedną stronę). Przez ponad pół roku musiałam dojeżdżać do niej samochodem. Moje ciało od razu odczuło zmianę (negatywnie, niestety). Stałam się ociężała, nic mi się nie chciało, miałam trądzik, przytyłam. Odkąd wróciłam do swoich spacerów poczułam ulgę! Sprawiają mi one ogromną przyjemność. Cieszę się na nie jak dziecko (w szczególności, gdy muszę je odbyć około 6 rano, gdy miasto śpi, jest niesamowita cisza). Właśnie radość z takich spacerów sprawia, że zastanawiam się nad przygarnięciem psiaka (tylko mycie go i spacerowanie w każdą możliwą niepogodę nastawiają mnie negatywnie).
Spacery są bardzo niedocenianym sposobem na odpoczynek. Kiedyś w to nie wierzyłam (ah ten leniuch), ale przekonałam się na własnej skórze. Spróbuj, a się zdziwisz jaki piękny to odpoczynek!

Oddaje się swoim ulubionym rozrywkom.

Czytanie książek, granie w gry, oglądanie filmów i seriali to są rzeczy, którymi najczęściej się zajmuję w czasie wolnym. Na drugim miejscu jest jazda samochodem, gotowanie, edycja filmików na YouTube’a oraz czytanie czasopism. Dobrze wiem, co mi sprawia przyjemność. Nie są to górnolotne rozrywki, ale dla mnie to najlepsze źródło wypoczynku.
Poświęć czas na zrobienie listy tego, co sprawia Ci przyjemność. Jeżeli jest to oglądanie telewizji (bo możesz się wyłączyć od rzeczywistości) to rób to.
Ostatnio odkryłam, że używanie kolorowanek dla dorosłych i łączenie kropeczek bardzo mnie wycisza, może dla Ciebie też się sprawdzi?
Koniecznie podziel się ze mną swoimi ulubionymi rozrywkami.

Śpię i drzemię.

Za czasów studenckich potrafiłam przespać niekiedy 13h dziennie. Teraz, od 21 jestem w łóżku, zasypiam godzinę później i staram się wstać około 6-7 rano. Jeżeli kończę pracę wcześniej to robię sobie szybką 40 minutową drzemkę. Bo sen to zdrowie. Uwielbiam spać. Drzemki sprawiają, że człowiek budzi się i czuje jak nowonarodzony (jednak należy uważać na drzemki 5-godzinne, które powodują zagubienie w czasoprzestrzeni). Dostaje on wówczas kopa, by robić to, co miał zaplanowane do zrobienia. I jak dobrze mu to wychodzi po dobrym spaniu!

Przytulam się.

Te uczucie, gdy możesz wyściskać ukochaną osobę. Albo kota. I jak jeszcze ta osoba odwzajemni uścisk (albo poliże twarz – jak kot)! Przytulanie się buduje niesamowitą więź. Pokazuje to, że zależy nam na drugiej osobie, działa to też uspokajająco i upajająco. Hormony szczęścia i miłości buzują, od razu ma się większą chęć do życia. Kiedyś byłam zimną osobą, nie lubiłam dotyku innych (nawet rodziny), ale odkąd spotkałam swoją Miłość to totalnie mi się to zmieniło. Tak dużo wcześniej traciłam!
Idź i przytul kogoś.

Kontaktuję się ze znajomymi.

Mieszkając za granicą można odczuć samotność. Nie znam tutaj żadnych Polaków. Moi znajomi to Brytyjczycy, jednak przez barierę językową ciężko jest nam nawiązać naturalny kontakt (nasze żarty nas nie śmieszą). Staram się zawsze napisać do kogoś z Polski – do znajomych ze szkół, do brata, do bratowej. Umawiam się na rozmowę na Skypie z mamą. Zauważam, że przy tego typu kontaktach uśmiecham się (a wręcz szczerzę do monitora). Nigdy nie miałam przyjaciół ani dużej liczby znajomych (jestem introwertykiem), ale kontakt z innymi jest zdrową, ludzką rzeczą, która daje mnóstwo satysfakcji i pozytywnej energii.
Może napiszesz do swojej znajomej ze studiów?

Piję kawę.

To jest „nektar bogów”. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Dla mnie każda kawa jest pyszna (koniecznie z mlekiem i cukrem), nieważne czy jest sypana, rozpuszczalna, z ekspresu, z kuchenki, z kranu. Zimna kawa też jest pyszna. Piję duży kubek rano, a wieczorem robię sobię Inkę (też kawa). Dodatkowo moim ulubionym ciastem jest tiramisu, a tort to tylko Cappuccino. Nawet teraz kończę kubek Inki. Żadna herbata na świecie nie zastąpi nawet najgorszej kawy.

Nie śpieszę się nigdzie.

Rano wstaję 2h przed wyjściem z domu (jak mam wyjść o 7:40 to od 5:40 jestem już na nogach). Poranny pośpiech powoduje mnóstwo niepotrzebnego stresu. Wolę wieczorem położyć się wcześniej i wstać wcześniej, by na spokojnie zacząć mój dzień. Mogę wziąć długi prysznic, zjeść duże śniadanie, spokojnie ułożyć sobie włosy i poczytać co się dzieje na świecie.
Gdy widzę jak mój chłopak rano biega za wszystkim (i w końcu musi też biec na pociąg) to mi głowa zaczyna boleć. Kamil daje sobie 20 minut na przygotowanie się do wyjścia i nigdy nie wyrabia się w tym czasie, przez co ciągle się spóźnia i jest w ciągłym pośpiechu. Ja bym tak nie mogła.
A jak zrobisz wszystko sprawnie rano to może będziesz mieć czas na ekstra drzemkę na kanapie?

Jeżeli nie byłeś w stanie przeczytać całego postu i przewinąłeś sobie do tego miejsca to moja rada na bycie wypoczętym jest: rób to co lubisz robić i rób to tak często jak tylko się da. Nie słuchaj innych, słuchaj siebie.

Powodzenia!