Zawsze czytam dwie książki jednocześnie. Jedną po angielsku, drugą po polsku. W ciągu dnia, przed wyjazdem do pracy lub gdy mam wolne czytam papierową zagraniczną, natomiast na przerwie obiadowej i przed spaniem, w łóżku, zajmują mnie ebooki na Kindle’u w języku polskim. Dlaczego  mam właśnie taki system czytania?

 

Czytając w języku obcym warto uzbroić się w cierpliwość. Na początku możemy poczuć się znudzeni lub, gdy do napisania tekstu użyto skomplikowanego angielskiego, możemy łatwo się poddać. Dlatego cierpliwość do tego jest nieodzowna. Musimy liczyć się z tym, że na czytaniu po angielsku musimy spędzić więcej czasu niż, dotychczas, w języku ojczystym.

Warto troszkę „zmusić się” do tego. Podobnie jak z ćwiczeniami fizycznymi, jak przebrniemy przez początkowe fazy, później czeka nas tylko przyjemność i satysfakcja. Jeżeli nie znamy znaczenia danego słówka nie przerywajmy lektury. Chyba, że owe słówko jest kluczowe dla rozdziału. Dosyć łatwo jest wyłapać jego definicję z kontekstu.

Wybierając książki napisane po angielsku sugeruję się listą bestsellerów New York Times’a. Zazwyczaj mogę się spodziewać, że tytuły z powyższej listy będą napisane lekko, będzie to czysta, przyziemna rozrywka a nie ciężka rozprawa naukowa.

Mieszkam w Wielkiej Brytanii i przez około 9h dziennie myślę i mówię po angielsku. Mam wysoki zasób słownictwa (jednak nigdy dość!), niestety moja gramatyka nie należy do idealnych. W związku z tym staram się otaczać angielskim w prawie każdej dziedzinie życia, mam nadzieję, że w taki sposób brytyjska gramatyka niejako się „wchłonie” do mojej świadomości. W przypadku nauki polskiej gramatyki i ortografii tem sposób się sprawdził. Po około roku stosowania powyższej taktyki mogę stwierdzić, że łatwiej mi się rozmawia z Brytyjczykami, jednak nie sądzę, by moja gramatyka się poprawiła. Być może jest na to jeszcze za wcześnie…

Będąc za granicą łatwo jest zapomnieć polską ortografię, niektóre zwroty, wyrazy. Mój chłopak nie lubi czytać. I da się zauważyć, że niekiedy ma on problemy z przypomnieniem sobie danego słówka po polsku, jego składnia nie jest już polska tylko bardziej… angielska. Chciałam tego uniknąć. Nie chcę być „Polką Za Granicą, Która Jest Tak Angielska, Że Nie Pamięta Polskiego”.

Dlatego buduję swoją biblioteczkę związaną z polskimi książkami. Chcę na półce mieć polskie nazwy, nie brytyjskie. Wiem, że dzięki temu będę się czuć bliżej domu. Będąc za granicą to jest bardzo ważne.

Na menu bocznym zamieszczam tytuły, które akualnie czytam, więc zawsze może być na bieżąco i możecie mi dawać rady czy mój wybór literatury jest trafny.

Zapraszam Was na moją pierwszą recenzję, którą opublikowałam parę miesięcy temu: klik